Ubezpieczenia narciarskie: śliski problem

Maciej Müller
16.02.2012

Polisy turystyczne nie cieszą się popularnością wśród polskich narciarzy, mimo że zapewniają ochronę przed bardzo kosztownymi skutkami ewentualnego wypadku na stoku. Ile kosztuje polisa narciarska? Co powinna obejmować? Czego możemy wymagać od ubezpieczyciela?

Wypadek narciarski często wygląda koszmarnie: nawet jeśli uraz nie jest poważny, czerwień krwi na śniegu robi wrażenie. Nic dziwnego, że na taki widok narciarze sięgają po komórki, dzwoniąc na 112, albo zjeżdżają czym prędzej do stacji wyciągu, by zaalarmować ratowników.

I tu – jeśli mówimy o narciarzach z Polski – zaczyna się często problem. Niedawno czescy ratownicy pogotowia górskiego skarżyli się mediach, że Polacy odmawiają przyjęcia pomocy medycznej. Wolą, by na dół stoku zwieźli ich koledzy, a do kraju wracają na własną rękę, czasem czekając wiele godzin na autobus biura podróży.

Narciarze boją się wysokich kosztów udzielenia pomocy. I słusznie, bo w Czechach sięgają one (w przeliczeniu) 700 zł, a jeśli do wypadku dojdzie w odległości większej niż 3 km od stacji pogotowia górskiego – nawet 1500 zł. Na Słowacji za zwiezienie ze stoku zapłacimy 550 zł, ale jeśli konieczny będzie transport do szpitala śmigłowcem – oszczędności schudną nam nawet o 14 tys. W Austrii, Szwajcarii czy Włoszech opłaty mogą być nawet kilkukrotnie wyższe, szczególnie jeśli w grę wchodzi poszukiwanie niefortunnego narciarza w szczelinie lodowca. Kilkudniowy pobyt w szpitalu w Austrii związany z operacją złamanej nogi kosztuje ok. 4 tys. euro, a jeśli potrzebny będzie przewóz do Polski ambulansem (z pielęgniarką), dopłacimy jeszcze 3 tys. euro.

Stok to nie plaża

Polak najwyraźniej dochodzi do wniosku, że wypadki owszem, zdarzają się, ale nigdy jemu. Tymczasem prawdopodobieństwo urazu podczas jazdy na nartach jest większe, niż się to powszechnie wydaje: ratownicy polskiego GOPR-u zeszłej zimy wyruszyli na ratunek narciarzom aż 4486 razy. A popularność tego sportu szybko rośnie: przedstawiciele biur turystycznych mówią nawet o kilkunastoprocentowym wzroście liczby turystów w skali roku.

Z badań przeprowadzonych 2 grudniu 2011 r. przez IMAS na zlecenie towarzystwa ubezpieczeniowego Europa wynika, że większość Polaków wybiera rodzime stoki, 29 proc. preferuje wyjazdy na Słowację, 22 proc. – do Austrii.

A jakie środki bezpieczeństwa stosują? Rośnie na szczęście popularność kasków, jeszcze dekadę temu uchodzących za „obciach” – używa ich 70 proc. badanych. Ale tylko jedna trzecia (według danych firmy turystycznej esky.pl – jedna czwarta) narciarzy zaopatruje się przez wyjazdem w polisę ubezpieczeniową – mimo że co czwarty Polak zgadza się z twierdzeniem, że sporty zimowe są niebezpieczne.

– W tym roku notujemy zainteresowanie polisami narciarskimi o 25 proc. większe w stosunku do poprzedniej zimy – mówi w rozmowie z „Medycyną Praktyczną” Magdalena Fijołek z firmy esky.pl. – Ale ten wynik bynajmniej nie zachwyca - latem polisy wykupuje 37 proc. klientów więcej niż zimą. To o tyle niezrozumiałe, że zimą wyjeżdżamy specjalnie po to, by uprawiać sport, więc jesteśmy znacznie bardziej narażeni na niebezpieczeństwo niż podczas plażowania.

Jak często zdarza się, że polisa narciarska musi „zadziałać”? Trudno tu o jednolite statystyki, ponieważ większość towarzystw ubezpieczeniowych odmawia szczegółowych informacji. Aleksandra Leszczyńska z biura prasowego Grupy AXA: „szacunkowo w naszym portfelu ubezpieczeń narciarskich u około 5 proc. ubezpieczonych występują zdarzenia na stoku i związane z tym szkody”. Rzecznik Grupy Aviva Bohdan Białorucki podaje wyliczenie według innego klucza: „około 40 proc. roszczeń z ubezpieczeń turystycznych zgłaszanych w sezonie zimowym dotyczy urazów narciarskich”.

Wniosek wydaje się oczywisty: prawdopodobieństwo wypadku na stoku jest zbyt wysokie, by sprawę swojego bezpieczeństwa pozostawić ślepemu trafowi.

Czego wymagać od ubezpieczyciela?

Polisa, zwana popularnie narciarską, w istocie jest taką samą polisą turystyczną jak ta, którą kupujemy latem, ma jednak znacznie szerszy zakres, obejmuje większość nieszczęśliwych wypadków, do jakich może dojść podczas wyjazdu na narty.

Przy podpisywaniu umowy z ubezpieczycielem warto ten zakres dokładnie poznać i wybrać ofertę skrojoną do swoich potrzeb.

Dobra polisa narciarskie powinna obejmować:

  • Koszty akcji ratunkowej i poszukiwań (w tym transportu helikopterem).
  • Koszty leczenia. Warto zastanowić się nad wyborem właściwej sumy gwarancyjnej, oceniając swoje umiejętności, potencjalne zagrożenia i dowiadując się o kosztach opieki medycznej w kraju, do którego wyjeżdżamy. Oferty niektórych towarzystw przewidują też pokrycie kosztów kontynuacji leczenia urazów powstałych podczas wyjazdu narciarskiego.
  • Koszty powrotu do kraju (czasem wspólnie z osobą towarzyszącą).
  • Ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW).
  • Ubezpieczenie OC: w sytuacji, gdy spowodujemy szkodę materialną czy zdrowotną u innego narciarza. O zderzenie na stoku nietrudno, a uderzenie po portfelu może być w tej sytuacji bardzo dotkliwe: weźmy choćby pod uwagę koszty leczenia poszkodowanej osoby, jej rehabilitacji, odszkodowania za zniszczony sprzęt czy opłaty za ewentualny proces sądowy; w grę może wchodzić nawet ufundowanie renty.
  • Opcję assistance, dzięki której w razie wypadku będziemy mogli natychmiast zadzwonić pod podany przez ubezpieczyciela numer, a konsultant pomoże załatwić nam wszelkie formalności (przyjęcie do szpitala, transport do Polski itp.) lub nawet zrobi to sam.
  • Ochronę sprzętu sportowego i bagażu: dzięki temu dostaniemy zwrot kosztów sprzętu w razie jego kradzieży, ale tylko z miejsc pilnowanych (tzn. z przechowalni, a nie ze stojaka przed barem, do którego pójdziemy na herbatę).
  • Polisa może również obejmować zwrot ceny karnetu lub pobytu, jeśli np. stoki w kurorcie, który wybraliśmy, zostały zamknięte. Należy to oczywiście udowodnić, np. dostarczając ubezpieczycielowi fotografie, doniesienia medialne itp.

Warto się również dowiedzieć, czy ubezpieczyciel automatycznie pokrywa koszty związane z wypadkiem, czy też narciarz musi zrobić to sam, a później zgłosić się po refundację. – Najczęściej umowa wygląda tak, że jeśli wypadek nie jest groźny, nie doszło np. do złamania i jesteśmy w stanie chodzić, wiąże się on z niewielkimi kosztami – mówi Magdalena Fijołek. – Wtedy ubezpieczyciel zwraca je po powrocie. Natomiast wydatki większe, np. akcji ratunkowej czy hospitalizacji, ponosi od razu.

Należy też pamiętać o zastrzeżeniach związanych umową. Polisa nie zadziała, jeśli ulegniemy wypadkowi bądź do niego doprowadzimy pod wpływem alkoholu albo jeśli jeździliśmy po zamkniętych bądź „dzikich” trasach. Lepiej też nie zatajać przed ubezpieczycielem chorób przewlekłych, na które cierpimy: jeśli do wypadku dojdzie np. w wyniku ataku astmy, również nie uzyskamy refundacji. Zgłosić należy także ciążę.

Przed wyjazdem koniecznie włóżmy do portfela dokument potwierdzający zawarcie umowy ubezpieczenia oraz numer polisy i numer telefonu alarmowego dla opcji assistance. W razie wypadku należy zbierać wszystkie dokumenty związane z transportem do szpitala i leczeniem – jest to niezbędne dla późniejszego roszczenia o wypłatę odszkodowania z tytułu NNW. W razie kradzieży sprzętu potrzebny będzie protokół zgłoszenia na policji czy np. kwitek z przechowalni sprzętu.

A co daje NFZ?

Narciarze niechętnie wykupują polisy z dwóch powodów: po pierwsze sądzą, że to znaczny wydatek, po drugie, zaopatrzywszy się w wydawane przez NFZ karty EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) uważają, że zapewni im ona ochronę. Oba przekonania są mylne. Karta EKUZ (którą oczywiście należy mieć przy sobie podczas wyjazdu za granicę!) gwarantuje jedynie zwrot kosztów za niezbędne minimum świadczeń medycznych – a skutki leczenia wypadków narciarskich są z niego wyłączone.

Karta EKUZ działa w państwach zrzeszonych w Unii Europejskiej i EFTA (Norwegii, Szwajcarii, Lichtensteinie i Islandii). Jest dowodem na to, że opłacamy ubezpieczenie zdrowotne w Polsce, uprawnia do świadczeń zdrowotnych udzielanych zgodnie z zasadami ustalonymi przez państwo, do którego się udajemy. Innymi słowy, jeśli regulacje prawne tego państwa przewidują np. współfinansowanie świadczeń, musimy ponieść takie koszty bez względu na to, jak analogiczna sytuacja wyglądałaby w Polsce.

Podsumowując: aby czuć się bezpiecznie na stoku, powinniśmy wyposażyć się nie tylko w bezpłatną NFZ-owską kartę, ale także płatną polisę turystyczną.

Zobacz także: Informacje na temat karty EKUZ na stronach NFZ

Ile to kosztuje?

Wbrew przekonaniu o wysokich kosztach, polisy narciarskie nie są droższe niż koszty przeciętnego karnetu na wyciąg polski czy słowacki. Najtańsze ubezpieczenie wykupimy już za 37 zł (za tygodniową ochronę), a ceny tych o większym zakresie ubezpieczenia i z wyższymi sumami gwarancyjnymi mogą sięgać 70–100 zł za tydzień. Według danych esky.pl średni koszt polis wykupywanych w styczniu 2012 r. wynosił 60,9 zł za całą podróż.

Kupić polisę można klasycznie – udając się do oddziału wybranego towarzystwa ubezpieczeniowego czy biura podróży – albo przez internet. W obu przypadkach warto wcześniej porównać oferty.

Traktując ubezpieczenie narciarskie jako zakład o to, czy wydarzy się wypadek, warto wziąć pod uwagę, że lepiej „stracić” zainwestowane w polisę kilkadziesiąt złotych niż brać kredyt na spłatę kilkudziecięciotysięcznych zobowiązań.

Zobacz także: Czy ubezpieczenie turystyczne obejmuje rekonstrukcję kolana?

Data utworzenia: 16.02.2012
Ubezpieczenia narciarskie: śliski problemOceń:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Publikacje, którym ufa Twój lekarz

Medycyna Praktyczna jest wiodącym krajowym wydawcą literatury fachowej. 98% lekarzy podejmuje decyzje diagnostyczne lub terapeutyczne z wykorzystaniem naszych publikacji.

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Lekarze odpowiadają na pytania