Lego globalizacji

Lego globalizacji Oceń:
Anna Bas, Małopolski Ogród Sztuki, Kraków
Bas A.: Lego globalizacji. Med. Prakt. Psychiatria, 2016; 6: 80–82

Na tle wysokich klifów widać porozrzucane, jak nadnaturalnej wielkości klocki Lego, kolorowe kontenery. Między nimi grupki ludzi i stosy trudnych do zidentyfikowania przedmiotów. Zdjęcie zostało wykonane w styczniu 2007 roku, przedstawia plażę w brytyjskim hrabstwie Devon. Parę dni wcześniej statek MSC Napoli płynący z Antwerpii do południowej Afryki osiadł na mieliźnie i w wodzie znalazło się 116 przewożonych przez niego kontenerów.


Fot. pixabay.com

Część z nich spoczęła na dnie, część uniosło ze sobą morze, a cześć została wyrzucona na brzeg. Wiadomość o tym wydarzeniu rozeszła się szybko wśród miejscowej ludności.

Jak przed wiekami, tak i teraz na wieść o katastrofie statku, poszukiwacze skarbów ruszyli w kierunku plaży. Zaraz potem pojawiły się ekipy telewizyjne i cały świat mógł na żywo śledzić przebieg wypadków. Zawartość kontenerów znikała błyskawicznie. Miejsce przypominało olbrzymi, umieszczony pod gołym niebem samoobsługowy, wielobranżowy sklep. Beczki z włoskim winem, buty wyprodukowane na Cyprze, pieluchy z Chin, niemieckie motory, belgijskie słodycze, francuskie perfumy, karma dla psów, a nawet traktor wydobyto z wnętrza olbrzymich skrzyń. Pewna rodzina w Auckland ujrzała w wieczornych wiadomościach, jak dorobek życia ich krewnych, będących w trakcie przeprowadzki z Anglii do Nowej Zelandii, pada łupem szabrowników.

Mimo medialnej widowiskowości tych wydarzeń, nie były one niczym aż tak niezwykłym czy nieoczekiwanym. Francuski teoretyk kultury i filozof Paul Virilio uważa, że skonstruowanie statku jest równoznaczne z wynalezieniem morskiej katastrofy, funkcjonowanie transportu kolejowego z możliwością wykolejenia się pociągu, a tak powszechnie używany samochód oznacza wielogodzinne korki i wypadki na autostradach.

Pojawienie się kontenera zrewolucjonizowało nie tylko transport, ale również architekturę, sztukę i życie społeczne. Autorem pomysłu był Amerykanin Malcolm McLean, właściciel niewielkiej firmy transportowej. Czekając wiele godzin w porcie na rozładunek ciężarówki, wpadł na proste rozwiązanie problemu. Zamiast przeładowywać pojedyncze skrzynie z samochodu na statek, prościej i szybciej byłoby przenieść ładunek wraz z przyczepą. Tak narodziła idea kontenera o standardowych wymiarach umożliwiających jego transport drogą lądową, powietrzną i morską. Dziesiątki milionów tych skrzyń znajdują się codziennie w drodze. Ładunkiem może być wszystko. W ciągu ostatnich lat dochodziło do spektakularnych wypadków z udziałem kontenerowców.

Kapsuły czasu

Nikt nie wie, ile kontenerów wraz z zawartością spoczywa na dnie mórz i oceanów, czekając na swoich odkrywców. Być może będą one dla przyszłych archeologów źródłem wiedzy o współczesnej cywilizacji, tak jak naszą wiedzę wzbogacały grobowce faraonów. I kontenery, i miejsca pochówku są swoistymi kapsułami czasu. Zawierają ważne dla przyszłych pokoleń informacje. W egipskich piramidach znalazły się przedmioty określające społeczny status zmarłego, jego religię i właściwe dla niej wyobrażenie o pośmiertnej egzystencji. Ładunek kontenerów w znacznym stopniu zależy od sytuacji ekonomicznej, społecznej i politycznej. Piłeczki pingpongowe, części zamienne, odzież używana, uciekinierzy. Osiadły tryb życia stał się naszym udziałem dzięki umiejętności gromadzenia i przechowywania, dzięki pojemnikom.

Pierwsze archeologiczne znaleziska pozwalające zidentyfikować ludzkie siedziby to dzbany, kosze, urny. Wokół spichlerzy powstawały osady.

Na przełomie XIX i XX wieku coraz powszechniejsza była myśl o pozostawieniu następnym pokoleniom wiedzy o aktualnym stanie ludzkiej kultury. Jedna z pierwszych „kapsuł czasu” powstała w trakcie Wystawy Światowej w Filadelfii w 1876 roku. W latach 30. w Wielkiej Brytanii firma Westinghouse z inicjatywy Edwarda Pendraya zaczęła konstruować pojemniki z dokumentami i przedmiotami charakterystycznymi dla naszej cywilizacji. Powstają one do dzisiaj i są umieszczane najczęściej pod budynkami użyteczności publicznej.

W 1974 tworzenie własnych, indywidualnych „kapsuł czasu” rozpoczął Andy Warhol. Co miesiąc w zwykłym, szarym kartonie do przeprowadzek gromadził zdjęcia, wycinki prasowe, przedmioty drobne, banalne jak sztućce oferowane do posiłków przez linie lotnicze, rzeczy zaskakujące jak siedemnastowieczna niemiecka książka poświęcona zapasom czy buty Clarka Gable’a. Na koniec miesiąca pudło było zamykane, opatrywane datą i umieszczane w magazynie. Do momentu swojej śmierci artysta zgromadził 612 kartonów. Obecnie pracownicy muzeum sztuki w Pittsburghu otwierają po kolei pudła Warhola, spisują i konserwują ich zawartość. Cały ten proces odwiedzający mogą obserwować zza przeszklonej ściany.



Fot. The Andy Warhol Museum

Nie wiem, do jakich wniosków na temat naszej cywilizacji dojdą przyszli badacze, gdy trafią na wyspy powstałe z butów firmy Nike. W maju 1990 roku 60 tysięcy par obuwia transportowanego przez zbiornikowiec „Hansa Carrier” znalazło się w wodach Pacyfiku. Buty latami dryfowały po oceanie. Dzięki spajającej sile żywych mikroorganizmów utworzyły w końcu nieduże archipelagi. Produkt czysto przemysłowy stał się częścią natury, a pojawienie się tych hybrydycznych tworów u wybrzeży Japonii zmusiło geografów i kartografów do postawienia sobie pytania o konieczność dokonania zmian w geograficznych opisach tego regionu świata.

Maszyny do mieszkania

Kontenery wykorzystywane są nie tylko do transportu, ale również jako biura, magazyny, kioski, garaże, tymczasowe schronienia. Bardzo szybko znalazły się w kręgu zainteresowań architektów, zwłaszcza że myślenie systemem gotowych, wymiennych modułów było popularne wśród budowniczych XX wieku, takich jak Le Corbusier, twórca „maszyny do mieszkania”, czy Walter Gropus, jeden z ideologów Bauhausu. Wzrastające ceny mieszkań i działek, wysokie kredyty, ograniczenia budowlane doprowadziły do narodzin swoistej architektonicznej guerrilli.

Hiszpan Santiago Cirugeda, twórca ruchu pod nazwą „Recetas Urbanas” (co można przetłumaczyć jako „przepisy na miasto”), propaguje architekturę tymczasową, prowizoryczną, przenośną, składaną. Chodzi o to, by szybko reagować, w zależności od okoliczności i potrzeb. Kontener może pojawić się natychmiast i wszędzie. Na opuszczonym placu, dachu, rusztowaniu, między ruinami, w parku. To architektura powstająca z konieczności i z przypadku. Odwołuje się do zmysłu praktycznego, stanowi bezpośrednią odpowiedź na aktualne zapotrzebowanie. Jest jak dzika tkanka w ciele miasta. Na granicy legalności tak jak jej mieszkańcy, bezdomni i wykluczeni, jest dla nich jedną z niewielu szans na posiadanie domu.

Unieruchomiony w oczekiwaniu

To także z kontenerów buduje się na obrzeżach europejskich miast osiedla dla uchodźców. Najczęściej w dzielnicach przemysłowych tam, gdzie są najmniej widoczne. W tym przypadku komunikat jest jednoznaczny i służący uspokojeniu lęku tubylców. Kontener oznacza, że jego mieszkańcy są u nas tylko na chwilę. Uchodźca to ten, który uchodzi, ucieka, ale i przemija. Kontener jest tymczasowością, uosobieniem prowizoryczności. Człowiek w nim żyjący staje się zawartością, ładunkiem bez prawa decydowania o sobie. Unieruchomiony w oczekiwaniu. Jak pisze włoski filozof Giorgio Agamben, w takich warunkach człowiek zostaje zredukowany do nagiego życia. Część amerykańskiego więzienia Guantanamo zbudowana jest z kontenerów.

Kontener z uchodźcami nieoczekiwanie pojawił się w czerwcu 2000 roku na szacownym placu przed wiedeńską operą. Całą akcję pod tytułem „Proszę, kochajcie Austrię” wymyślił niemiecki reżyser teatralny i filmowy, twórca społeczno-politycznych happeningów, Christopher Schlingensief. Premierem Austrii był wtedy Jörg Haider, przywódca prawicy o radykalnie narodowym zabarwieniu. Haider zyskał duże poparcie, opowiadając się przeciw przyjmowaniu uchodźców.

Schlingensief, korzystając z idei niezwykle popularnego reality show „Big Brother”, umieścił w kontenerze 12 starających się o prawo pobytu w Austrii obcokrajowców. Pochodzili oni z różnych krajów, kultur, mówili różnymi językami, różnili się wykształceniem. Pobyt w kontenerze trwał tydzień.

Mieszkańcy przez 24 godziny na dobę byli obserwowani przez sześć kamer przekazujących obraz do Internetu. Każdego ranka na dachu swojego schronienia azylanci publicznie się gimnastykowali, a następnie uczestniczyli w lekcjach języka niemieckiego. Codziennie widzowie wybierali dwie osoby, które musiały opuścić prowizoryczny dom. Ogłoszono, że ostatni lokator otrzyma nagrodę pieniężną i poślubi obywatelkę Austrii, co pozwoli mu legalnie pozostać w tym kraju. Ściany kontenera oblepione były cytatami z przemówień Haidera nawołującego do pozbycia się „obcych” z kraju.

Akcja Schlingensiefa miała dosyć nieoczekiwany przebieg. Władze całkowicie ją zignorowały, natomiast Wiedeńczycy potraktowali ten happening jak najbardziej dosłownie i po kilku dniach zaatakowali obozowisko, by uwolnić przebywających w kontenerze ludzi. W działaniach niemieckiego reżysera kontener odegrał rolę swoistej artystyczno-politycznej instalacji prowokującej do reakcji.

Kontener przyczynił się do usprawnienia transportu, zmienił pejzaż miast i nasze myślenie o czasie i przestrzeni. Może być schronieniem i więzieniem. To rodzaj czarnej skrzynki z informacjami o naszej cywilizacji. To czasem bomba z opóźnionym zapłonem, puszka Pandory. Pojemnik zawierający w sobie mniejsze pojemniki. Jonasze w brzuchu wieloryba. To całe ruchome bogactwo opatrzone elektronicznymi kodami i śledzone przez czujne satelity, przemieszczają się bez względu na porę roku czy dnia, bez względu na pogodę, wiatry czy widoczność gwiazd, dryfuje.

Jednak Paul Virilio ma rację, w każdy wynalazek wpisany jest wypadek, awaria. Zdarza się, że najlepszy system zawodzi i dochodzi do utraty kontroli. Od 1992 roku w Oceanie Spokojnym znalazło się 29 tysięcy żółtych, gumowych kaczuszek wyprodukowanych w Chinach. Ich obserwacja pozwoliła oceanologowi Curtisowi Ebbesmeyerowi stworzyć nową dokładniejszą mapę prądów morskich. Część z tej zabawkowej flotylli przepłynęła Zatokę Beringa, opłynęła biegun i utknęła, zamarznięta w lodzie u wybrzeży Grenlandii. Jaskrawo żółte ślady naszej cywilizacji.

Śródtytuły pochodzą od Redakcji mp.pl/pacjent

Data utworzenia: 13.09.2017
Lego globalizacji Oceń:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu

Publikacje, którym ufa Twój lekarz

Medycyna Praktyczna jest wiodącym krajowym wydawcą literatury fachowej. 98% lekarzy podejmuje decyzje diagnostyczne lub terapeutyczne z wykorzystaniem naszych publikacji.

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Lekarze odpowiadają na pytania

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies